Blog

Miłość do siebie samego

22 czerwca 2019 800 views

W swoim krótkim życiu doświadczyłam bardzo wiele, wylałam morze łez. Śmiałam się do rozpuku, odgrywałam różne role, szukając siebie.
Artystyczna, wrażliwa Dusza, mistyczna, nie umiałam być taka, jak ludzie wokół mnie – poukładana, zorganizowana, przyziemna, zwasze żyło we mnie, takie wewnętrzne dziecko, nigdy go nie zatraciłam, i za które jestem wdzięczna, taki mały marzyciel. Umiem cieszyć się z błachych rzeczy i smucić byle czym. Taka już jestem, emocjonalna i sensytywna.

Jednak zawsze było coś, co mnie prowadziło, coś co było rdzeniem mojej Istoty. Coś co nie pozwalało mi upaść na kolana – Miłość i prowadzenie mojej Duszy. Nawet w extremalnie ciężkich sytuacjach to ratowało mi życie. W sytuacjach, kiedy doświadczałam okrucieństwa ze strony innych ludzi, krzywd – ona dawała mi siłę, by przetrwać, wybaczyć, zrozumieć i iść dalej. Nadal uczę się kochać siebie i pogłębiać w sobie miłość która jest dla mnie najważniejsza.

Miłość jest dla mnie święta, ponadczasowa, ponadwymiarowa, bezwarunkowa, jednak wielką sztuką jest jej zdrowe przejawianie na ziemi w obliczu różnych sytuacji i nie zawsze łatwych okolicznościach życiowych. Przekonałam się też, że jeśli posłuchamy swojego serca, właściwa droga zawsze się ukaże, czysta, jasna i oczywista w swojej prostocie. Może nie zawsze od razu nią pobiegniesz, być może na początku będą to małe kroki, ale jest to jedyna droga, która prowadzi do wyzwolenia i spełnineia.

Ku Spełnieniu.
Ku Miłości.
Ku Wolności.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *